Skip to content

Kulturaonline

„Skąd bierze się fenomen trójmiejskiej sceny? Z uwarunkowań geograficznych, kulturowych czy generacyjnych? Winny dostęp do morza, swoboda w zakresie inspiracji czy nonkonformizm kolejnych pokoleń artystów? W każdym razie, ilekroć coś muzycznego z Trójmiasta w Polskę płynie, brzmi jak z innej planety. Choć to planeta już dobrze zapoznana, o określonym ukształtowaniu terenu. Stąd płyta zespołu Trupa Trupa to objawienie i nihil novi zarazem. Obcowanie z wysokiej klasy rockową alternatywą, którą mimo wszystko cechuje pewna wtórność. Choć jeśli zespół cokolwiek tu powiela, to tylko najlepsze z wzorców “nadmorskiej” estetyki.

Mimo gdańskiego rodowodu, Trupa Trupa w pierwszej chwili wywołuje skojarzenia z krakowskimi Świetlikami. Za mikrofonem stoi tu przecież Grzegorz Kwiatkowski. Dobiegający 30-tki poeta z niemałym i znanym dorobkiem. Łatwo zatem Trupie Trupa przypiąć łatkę pisarskiego kaprysu, zbyć na zasadzie: kolejny literat marzy o karierze rockmana. Tyle, że działania Kwiatkowskiego nie cechuje autorski narcyzm. Trupa Trupa nie jest bynajmniej zespołem akompaniującym poecie. Ba, sam poeta tak naprawdę poetą tu nie jest. Wokalnie wspierają go koledzy. Anglojęzyczne, lapidarne i repetetywne teksty Kwiatkowskiego są zresztą dopełnieniem, a nie dominantą. Doskonale wpisując się w kanony rockowej liryki. Gdzie mniej znaczy więcej.

“++” jest trzecim krążkiem w dorobku kwartetu. 11 zróżnicowanych kompozycji przypomina o bogactwie spuścizny trójmiejskiej sceny. Bo przecież w nagraniach Trupy Trupa słychać i yassowe szaleństwo (nie tylko za sprawą gościnnego występu Mikołaja Trzaski) i rockową erudycję Ścianki. Zespół Kwiatkowskiego potrafi brzmieć równie archaicznie, co współcześnie. Zagrać na szybko rock& rolla w stylu lat 60. (“See You Again”), ale i odwoływać się do gitarowego grania a’la Interpol (końcówka “Dei”).

Bieguny możliwości kwartetu wyznaczają z jednej strony – rozbudowane, wielowątkowe utwory, z drugiej – oszczędne, akustyczne ballady. Rozpoczynający płytę “I Hate” z upiornego bluesa przekształca się w hałaśliwą, pełną gitarowych sprzężeń i szumów  instrumentalną kompozycję. “Over nad Over”, “Sunny Day” oraz “Home” to post-rockowe pieśni, rozwijane ku wyciszającym, niezwykle przestrzennym momentom zawieszenia. Na “++” nie brak jednak i utworów bardziej prostych w przekazie. Wspomniane ballady – “Felicy”, “Here and Then”, “Influence” zachwycają lunatyczną nastrojowością i czającą się gdzieś w tle grozą.

Groza czai się również w tekstach Kwiatkowskiego. W nietzscheańskim “Here and Then”, poeta opisuje cykl egzystencji na zasadzie prostej wyliczanki, z grobem jako punktem odniesienia i śmiercią, która oczywiście dotyczy również Boga. Podobnie jest w “Over and Over”, będącym mniej lub bardziej świadomym nawiązaniem do “One Hundred Years” The Cure. Ciągłe umieranie, groby oraz ból istnienia (jak w “Home”), kreują w utworach Trupy Trupa określony klimat. Swoistego mare tenebrarum; rozlewiska mroku, które zamiast przerażać – fascynuje. Bez wątpienia Kwiatkowski dobrze czułby się w epoce modernizmu.

Koherencja dźwięków i treści czyni z “++” zamkniętą całość. To płyta sygnalizująca spory potencjał gdańskiego kwartetu. Mało zaskakująca, ale działająca na wyobraźnię. Wycieczka nad morze ciemności, którą potrafią zafundować tylko muzycy znad morza. Dzięki nadwyżkom jodu?”

Łukasz Badula, Kulturaonline

FacebookTwitter