Skip to content

Recenzja na łamach Dwutygodnika

„W tej książce nic nie jest jasne. Nie ma w niej żadnej tezy. Ba, nie ma nawet wiodącego tematu. Nic w niej nie jest też doskonałe i zamknięte. Jest gwar ulic i bazarów. Jest prowokacja – obyczajowa i estetyczna. Ale nadzwyczaj delikatna. I nie o nią chodzi. Mnie w tej poezji uwiodło świetne rozedrganie i zdania dziejące się w czasie rzeczywistym: rodzące się nowe życie, jakiego wcześniej nie znałem.

Grzegorz Kwiatkowski w „Eine Kleine Todesmusik” płynie raz jedną frazą, raz drugą. Wielokrotnie zakłóca rytm i rym. Krajobrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie, tak szybko, że czytelnik zastanawia się: o co tu chodzi? O śmierć, czy o życie? O zabawę tylko? Czy o coś więcej?

W efekcie dochodzimy do wniosku, że Kwiatkowski przede wszystkim nie skupia się na tematach. Każdy jego wiersz jest osobnym światem stwarzanym od początku do końca. I nieważne, czy zawarte jest w nim szyderstwo, czy sacrum. To jest osobny świat. I – dodajmy – osobna stylistyka. Bo nie jest Kwiatkowski naśladowcą i kopistą, chociaż tych, jak wiemy, wydawcy kochają najbardziej.

W jego poezji nie ma „stałych fragmentów gry” jakich wiele w wydawanych obecnie tomikach. Te teksty nie zjadają same siebie. Dlatego ich publikowanie to wielkie ryzyko. Tak rozbitych słów i zdań dawno nie czytałem. Rozumieć tę twórczość to znaczy chodzić po mokrej podłodze wśród odłamków rdzeni, pół-słów i składać je na nowo. Nawet jeżeli wszystko pozornie w tych wierszach do siebie pasuje, trzeba je odwracać, nicować, bo czuć, że autor idzie trochę innym tropem niż ten powszechnie znany. Jakby Kwiatkowski za wszelką cenę chciał zmylić czytelnika, którego traktuje trochę jak przeciwnika. Polecam szczególnie wiersz, w którym wszystko to słychać – „ptaki”: „oni mieli coraz mniej czasu / aby patrzeć w lustro / przez co zapomnieli / jacy to byli / wyjątkowi”.

Z takich właśnie skrawków powstaje ta poezja. Czasami jest prawie doskonała – jak w „ptakach” właśnie, czasami infantylna, trochę egzaltowana, niedoskonała – jak w rozdziale „Centrala”. Momentami kompletnie niedojrzała, przez co ciekawsza, bo jakby mniej udawana niż pozornie dorosłe tomy wierszy poetów-kopistów. Czytając tę książkę, doskonale wiem, że mam przed sobą talent, który będzie się rozwijał i błądził, bo nie udaje. Czego więcej trzeba?”

Piotr Kępiński

Recenzja do przeczytania również na stronie www.dwutygodnik.com

FacebookTwitter