Skip to content

Recenzja na łamach Trójmiasto.pl

„Grzegorz Kwiatkowski to dla mnie poeta-zagadka. Nietypowy sposób obrazowania świata, oszczędny a niemal prozatorski opis wydarzeń, czy gawędziarski ton wierszy czynią z jego twórczości zjawisko intrygujące, wobec którego trudno pozostać obojętnym. Autor „Eine Kleine Todesmusik” już w tytule odsyła do muzyki klasycznej i dwóch jej wielkich mistrzów – autora „Eine kleine Nachtmusik” Wolfganga Amadeusza Mozarta oraz twórcy „Todesmusik” Franza Schuberta. Z połączenia tych tytułów powstał tytuł tomiku, muzykę więc można i należy traktować jako klucz do najnowszego tomu poezji Grzegorza Kwiatkowskiego, liczącego dokładnie 50 wierszy. I faktycznie: wiersze te charakteryzuje muzyczna fraza, pełna zaśpiewów, refrenów, powtórzeń. Kwiatkowski „Eine Kleine…” podzielił na cztery nierówne części. Jak w debiutanckiej „Przeprawie”, autor posługuje się giętkim językiem skrajności, chętnie podsuwając nam zgrabne narracyjne historyjki opatrzone nierozstrzygniętą kwestią, zaskakującą puentą albo gwałtownym zawieszeniem głosu. Finał opowieści pozostaje po stronie czytelnika, dlatego „Eine Kleine…” nie jest popisem efektownego składania słów, a przemyślanie zaplanowaną przez autora rozmową. I to rozmową na poważnie, o kondycji życia w różnych jego stadiach i przejawach, o jego przemijaniu i – wreszcie – o jego braku. Zresztą życie i śmierć podobnie jak druga potężna opozycja kobiecości i męskości budują szerokie ramy kontrastów, jakimi posługuje się poeta. Pobrzmiewa tutaj gdzieniegdzie chichot rubasznego księdza Józefa Baki („łąka”, „gruba kobieta”), gdzie indziej dyskretny turpizm („wiecznie”, „opór”), a między nimi gorączkowa, ocierająca się o erotykę zmysłowość („dentysta”, „rytuały”, „popołudnie”, „mandala”). Znajdziemy też kontynuację tematów z „Przeprawy” („sygnał II”, „dwie siostry III”, „na wzgórzu II” „Justice”), polemikę z Herbertem („pan Cogito i litera Pisma”), czy przewrotny hołd wobec jednego z duchowych przewodników tomu w wierszu „Artur Schopenhauer”. Chłodny, oszczędny styl Kwiatkowskiego nie przeszkadza mu obok niewielkich, lapidarnych utworów tworzyć rozbudowanych quasinarracyjnych opowieści („Bruno i Marcel”, „błogosławiony”, „ptaki”, „mandala”), niekiedy mających formę listu („dwie siostry II”, „Justice”). Również podmiot liryczny (Dieter?, Uve?) najczęściej przybiera postawę komentatora, „narratora” kontestującego rzeczywistość, chociaż jego płynna tożsamość pozwala mu na zmianę płci i swobodne korzystanie z męskiej i żeńskiej formy. Autor wpisuje muzykę nie tylko w treść, ale też w strukturę wierszy. I tu tkwią największe rezerwy – muzyki w tomie Kwiatkowskiego jest według mnie za mało, aby uwiarygodnić doniosły tytuł tomu. Doceniam oryginalny i ekstremalnie trudny zarazem zamysł połączenia słowa i dźwięku, ale – zwłaszcza w części Dieter – ulatuje gdzieś harmonia melodii, drażni ucho końcowe wykrzyknienie w utworze „Tako rzecze” z części „Uve”. Są to oczywiście „przewinienia” w skali mikro, jednak powoływanie się na Mozarta i Schuberta zobowiązuje…”Eine Kleine Todesmusik” ma w sobie tajemnicę. Choć każdy wiersz wstrzymuje, zachęca do refleksji, to wywołuje też pragnienie poznania kolejnych. I na to „więcej” już czekam, gorąco zachęcając do sięgnięcia po najnowszy tomik poezji Grzegorza Kwiatkowskiego.”

Łukasz Rudziński

Recenzja do przeczytania również na portalu.

FacebookTwitter