Skip to content

Roman Honet o Przeprawie

„Wydany nakładem Zeszytów Poetyckich debiut Grzegorza Kwiatkowskiego wymyka się łatwym zaszeregowaniom. Przeprawa to tom przewrotny, głównie dlatego, że Kwiatkowski pasjonuje się wchodzeniem w cudze wcielenia, przymierza i modyfikuje cudze życiorysy, odwiedza cudze mieszkania, wprowadza do swoich utworów cały orszak postaci historycznych i mitologicznych: pojawia się tu Sylvia Plath i jej ojciec, Otto, Robert Lowell, Spinoza, gośćmi bywają Ozyrys i Mojżesz. Skoro zawadziłem o mitologię, warto podkreślić, że Kwiatkowski znajduje upodobanie w tworzeniu specyficznych mitów. Popatrzmy: „surrealiści pisząc /o różowych fantasmagoriach / w malignie tworząc kaligramy / mieli jeszcze w oczach / gaz bojowy z pól Verdun / a my co najwyżej / migawki z BBC News / i filmy ze wspomnieniami / podstarzałych i wzruszonych / więźniów obozu Dachau”. Interesujące? Tak. Prawdziwe? Wyłącznie na pozór, bowiem Kwiatkowski nie uwzględnia choćby upływającego czasu (tego pomiędzy nim – a przyszłymi, z czego wynikają pewne znaczące konsekwencje), a wypowiadając słowo „my” dokonuje uogólnienia odnoszącego się i do przeszłości, i do teraźniejszości. Żaden to zarzut, między innymi właśnie w ten sposób tworzy się i mity, i wiersze.

Odmienna pasja Grzegorza Kwiatkowskiego to przypuszczenia, odnoszące się albo do tworzenia alternatywnych życiorysów osób znanych, albo do okoliczności zakorzenionych w świadomości historycznej. Krótki i dla tego przykładu modelowy utwór pt. „do Sylvii Plath” można przywołać tu w całości: „twój monstrualny ojciec Otto mieszkał w Grabben na Pomorzu / tam również urodzili się i mieszkali moi przodkowie // jeden z nich mógł przecież stanąć na drodze Ottona / i w jego głowę rzucić kamień // wtedy Robert Lowell napisałby: / miniaturowy zwariowany talent? Sexton Anne”. Można też – na dowód drugiego przykładu – przytoczyć fragment wiersza: „dwie siostry / o jednakowo żydowskiej urodzie / w wieku 16 i 20 lat / obydwie całkiem nagie / ciała niemal identyczne: / ciemne włosy czarne oczy / ostro zarysowana linia łona / i brązowa skaza blisko brzucha […] gdybyście urodziły się / sto lat wcześniej w Paryżu”. Trzeba przyznać, że biograficzne zabiegi Kwiatkowskiego nie świadczą o bezproduktywnych zabawach obliczonych na efekt, zdecydowanie wynikają z autentycznej skłonności do snucia hipotez, to fikcyjne modelowanie historii wydaje się służyć uzyskaniu odpowiedzi na jego własne, zapewne ważne, pytania, w każdym razie brzmi to przekonująco i widać, że jest Kwiatkowskiemu do czegoś istotnego potrzebne.

Grzegorz Kwiatkowski to poeta niezmiernie spostrzegawczy, choć aby wykorzystać w wierszu ten swój walor, musi budować konstrukcję, to ona, nie olśnienie czy nagła wizja mu sprzyja. Robi to z doskonałym rezultatem: „od śmierci uratowała mnie / złota koronka na zębie / którą założyłeś mi / pół roku temu / po wizycie u pana T. / a był to bal przebierańców / wracałam skrajem drogi / byłam przebrana za sarnę / a samochód z naprzeciwka / chciał mnie upolować / i uśmiechnęłam się”.

Może właśnie tu, w kreacji tak przysposobionej, że czytelnik może w bezdyskusyjny sposób dać jej wiarę, zaufać, leżą największe atuty liryki Grzegorza Kwiatkowskiego. Zaufać fikcji – piekielnie ciężka sprawa. Ale Kwiatkowski – nieunikający zresztą zapisów o charakterze osobistym – radzi sobie i to całkiem elegancko.”

Roman Honet, Biuro Literackie

FacebookTwitter