Skip to content

Recenzja na łamach Twórczości

„Wiersze z debiutanckiego tomu Grzegorza Kwiatkowskiego (rocznik ’84) Przeprawa przepełnia dążenie do prawdy. Prawdziwe oblicze rzeczywistości, rezygnujące z kreacji fałszywych wizerunków, jest ekstremalne, ostre i brutalne, wyraziste i pozbawione półcienia: prawdziwie jest się, będąc albo ascetą, albo dworcowym żulem (powódź). Prawdziwie jest się, jeśli się pozwoli, by rzeka w okresie powodzi rozerwała krępujące brzegi. Jeśli wyruszy się na północ i na południe. Żeby być prawdziwie, trzeba wziąć udział w przeprawie. Przeprawa Kwiatkowskiego „ciągle trwa”. Trwa w trzech częściach: Przeprawa przez życie, przez dzieciństwo, przez śmierć, na drugą stronę, poprzez Carlsbad, w coraz dalsze rejony odrealnienia (Metafizique). Przeprawa to także bród lub rodzaj mostu, przerzuconego nad dwiema sferami rzeczywistości – sztuczną i prawdziwą, namacalną i metafizyczną. Dużo tu śmierci, rozpadu, przemijania, odchodzenia – tego bliskiego, ludzi bliskich (melisa szałwia i mięta), i tego dalekiego, ludzi znanych (do Sylvii Plath). Przeszłość osobista i przeszłość wielkiej historii wchodzą ze sobą w relację nie tylko na poziomie potencjalnych spotkań fizycznych („tam również urodzili się i mieszkali moi przodkowie // jeden z nich mógł przecież stanąć na drodze Ottona i w jego głowę rzucić kamień” – do Sylvii Plath), lecz także na poziomie uzależnienia jednostkowej egzystencji od wydarzeń historycznych od niej niezależnych. Każdy ma swoją przeprawę z historią i z przeszłością – a tak wiele zależy od tego, czy „dwie siostry / o jednakowo żydowskiej urodzie” urodzą się „sto lat wcześniej w Paryżu”, czy może gdzie indziej i kiedy indziej. Temat wojny i wielkiej historii oraz dokonującego się pod ich wpływem zniszczenia współistnieje tu z problematyką prywatnej wojny domowej, oddalania się od tych najbliższych korzeni, rozpadu relacji rodzinnych: „dzieci rozsiane po kontynentach // mogłabym oskarżyć je o plagiat DNA” (sygnał). Upływ czasu i dorastanie sprawiają, że początkowo gorące więzi pomiędzy najbliższymi stają się coraz słabsze, doprowadzone w końcu do ostateczności: „niczym jesteś dla mnie po prostu niczym” (niczym). Odczucie oddalenia wzmaga się jeszcze wraz ze stanięciem twarzą w twarz z fenomenem przemijania – dystans staje się podwójny, wywołany rozpadem związków rodzinnych oraz śmiercią: „on również mógłby / oskarżyć je o plagiat DNA / ale jest głęboko pod ziemią i milczy” (sygnał). Docieramy w ten sposób do kolejnej cechy charakteryzującej tomik Kwiatkowskiego: do nieustannego pojawiania się w tej poezji umarłych. Pisze się tu do i o martwych, a także bezpośrednio oddaje się im głos. Śledzimy ich losy, słuchamy ich historii, przyglądamy się przeprawie, którą oni mają już za sobą. Metafizyczny dialog z umarłymi odbywa się pomimo zapewnienia, że „zmarli są głęboko pod ziemią / i byłoby niemądrze ich wykopywać” (pustka). Paradoksalnie to właśnie ich głos brzmi w tej poezji najgłośniej, nie da się uwolnić od ciężkiego bagażu ich głosów. Rozmowa z umarłymi zachodzi w atmosferze nierealności, w Przeprawie co i rusz trafiamy do zamglonego, niedookreślonego miejsca, wpadamy w jakiś senny wir, do martwego zoo, gdzie wraz ze staruszką Jane zakopuje się w małych dziurach małe krety (Jane). W podobnej aurze (i połączony z poprzednim utworem motywem zoologicznym) odbywa się – fenomenalny – wiersz małpy, będący jednocześnie ciekawą refleksją poetycką:

białe małpy w termalnym stawie
naokoło stawu jest śnieg
a w powietrzu unosi się para

nagle małpy stają się niespokojne
(pewnie wyczuły że chcę je opisać)

jedna z nich wychodzi z wody i mówi:
jesteśmy białymi małpami
w termalnym stawie
naokoło stawu jest śnieg
a w powietrzu unosi się para

Spotkania z martwymi i z metafizyką kończą się słowami Jane: „idź i nie odwracaj się // idź”.
Powyższy nakaz obowiązuje także przy przeprawie „przez” lub „z” dzieciństwem. W wierszach z Przeprawy dzieciństwo wymieszane jest ze śmiercią – czego dobitnym i dosłownym przykładem są wiersze Jaś Szumilas, ur. 12.06.1996 zm. 22.07.1999 i Angela Kauffmann, ur. 16.05.1994 zm. 27.11.1999. Trzeba zerwać z dzieciństwem, zastrzelić klauna (klaun Pepe). Trzeba „umrzeć” dzieciństwo, żeby później umrzeć samemu. Ale czy faktycznie da się do szczętu „spalić zdjęcie / spalić rowerek i misia” (sygnał)? Nie. Przeprawa postępuje, ale idąc dalej, zabiera się ze sobą część tego, co było – bagaż przeszłości, którego nie można się pozbyć, który zawsze wewnątrz ciał tych, którzy się przeprawili, podbili nowe ziemie, będzie wzniecał „mały pożar” (Carlsbad). Co prawda odczuwa się również silne związanie podmiotu wierszy z tą stroną lustra – ze stroną dzieciństwa, młodości, ze stroną nowoczesności, z BBC News (migawki z BBC News), jednak pozostaje on otwarty na głosy z przeszłości, które zyskują status co najmniej równoważny, a raczej ważniejszy. Kwiatkowski spakował do swojego bagażu obie swoje przeszłości – małą i dużą, osobistą i historyczną, i ciągnie je za sobą, przeprawia się z nimi, w obu sensach użytego przyimka „z”. W nawiązaniu do wspomnianego wyżej lustra:

widzisz jak wychodzą ze spowiedzi
lżejsi o niegodziwości które popełnili:
zaraz uniesie ich wiatr

po drugiej stronie lustra słychać płacz
i widać podarty płaszcz
(przeprawa)

Poeta odbija rzeczywistość w swoim zwierciadle, odziera ją ze stereotypowych sensów, rozkłada docierające do niego dyskursy na części, wymienia elementy. Lustra mają duże znaczenie w całym tomie. Podwójność, współistnienie skontrastowanej rzeczywistości to tematy powracające w tej poezji: dwie strony lustra, dwie siostry, dwa brzegi rzeki. Dwie strony sensu. Wraz z poetą próbujemy przeprawić się z jednej strony na drugą. To raczej brutalna przeprawa. Te wiersze nie mają ograniczeń, w nic nie wierzą, są sceptyczne, nie istnieją dla nich tematy tabu, rozbierają rzeczywistość na czynniki pierwsze, na „mocz”, „kamienie żółciowe”, tanie perfumy „Pani Walewska”, „masło” i „margarynę” (dom). Brak centrum, brak punktu zaczepienia pozwala podążać dalej – nie ma niczego, co by zatrzymywało, niczego, o co można by się potknąć, dlatego ślizga się, płynie się dalej, poddając się przemijaniu, w którym nie ma sensu – jest bezsens i cierpienie. U Kwiatkowskiego nie ma jednak patosu w odbiorze śmierci, cierpienia czy samobójstwa. Wszystko wzięte jest w ironiczny nawias, obserwowane z odległości, poprzez pustkę, z estetycznym dystansem, tak jak w wierszu sonata:

nie był to zwykły samobójca
był to raczej esteta
który na szyję zakładał
kunsztownie skrojony
skórzany kołnierz
od środka obity futrem

następnie wokół kołnierza
obwiązywał strunę
i dyndał.

Od rozpaczy tylko krok do wybuchnięcia śmiechem „łysawego okularnika” Franciszka Schuberta, który, patrząc na wisielca, „śmiał się głośno / i bił rękoma”. Podobnie w innych wierszach: Szymon Słupnik, który nie spełnia się w małżeńskim obowiązku, nocami staje na krześle i opalizuje w ciemności (słupnik), Angela Kauffmann, która zgrzeszyła, nie chcąc pocałować nóg Jezusa – „całego w ślinie” – i została ukarana śmiercią. Ta niewielka odległość oddzielająca w poezjach z Przeprawy rozpacz od śmiechu potęguje poczucie bezsensowności cierpienia, jest wyrazem cichego, suchego buntu i niezgody. W Przeprawie pokonuje się małe i duże odległości, szuka się sensów i znaczeń. Każdy musi przeprawiać się przez życie i otaczające rozmaite dyskursy, które zacierają prawdziwy obraz rzeczywistości, każdy musi się przeprawiać, by dotrzeć do prawdy. Warto podjąć ryzyko Przeprawy.”

Małgorzata Pieczara, Twórczość

FacebookTwitter