Skip to content

Recenzja Eine Kleine – pismo Red

„Liryczny podmiot poezji Kwiatkowskiego już w tomie debiutanckim („Przeprawa”, 2008)  szedł na udry z połową świata. Teraz zhardział,  scyniczniał jeszcze bardziej. Nic dlań świętego! Żadna tam poprawność („homofobiczna pocztówka z Genewy”), ani romantyczne poruszenia wrażliwości („opór”), ani etyka postawy wyprostowanej („pan Cogito i litera pisma”). Nic bardziej mu obcego niż pochylanie się z troską nad lokatorami ludzkich rupieciarni: hospicjum („morze”) czy domu starców („kryjesz ty”). Alergią reaguje na wszystko, co akurat wypada.  Jakby na kilometr węszył ckliwe zakłamanie wszelakich konwencji.  Zamierza być nieprzyjemny. Z pełnym powodzeniem. Gasi światło zastępcze, którym świecą utarte schematy percepcji i osądów. Trzeba mu rozbłysku wizji o sile trzech słońc, rzucającej blask w zakamarki wstydliwych kompleksów,  podejrzanych  pragnień, od których tzw.  porządny człowiek winien trzymać się z daleka („rytuały”). W jego jaskrawej łunie poeta stawia bohaterów swoich mikronarracji: porzuconych („Justice”), upokarzanych („Tako rzecze”), odmieńców („Diter Litwann, ur. 1964, zm. 2003”), uwięzionych w społecznej roli („duchowny”). Względnie ofiary ślepego trafu, pechowców jak Marcel i Bruno. Splot fabuł układa się w rozległą baśń, podszytą miejscami czarną groteską, rzadziej – Pięknem Absolutnego Zdziwienia  („przebudzenie”). Poetyka zaprezentowanych tu wierszy odziedziczyła po debiucie wszystko co najlepsze. Rozwinęła liryczny monolog ku precyzji. Pozwoliła się usamodzielnić pojedynczemu obrazowi („lekcja estetyki w dziecięcym pokoju”; „syn cesarza na uchodźstwie”). Kompozycję wzbogacono o refreny, repryzy, pasaże godzące ze sobą akord śmiertelnej serenady i tonacje bluesów („Lui”), osobliwych spirituals. Autor nie tracił czasu. Czytelnik też go nie straci. Jeśli tylko zdzierży skrajnie asocjalne prowokacje tego pierwszego.”

Piotr Wiktor Lorkowski, Red

FacebookTwitter