Skip to content

Recenzja w Wyborczej

„Gdański poeta Grzegorz Kwiatkowski wydał właśnie swój debiutancki tomik poetycki „Przeprawa”. To tomik bardzo mocnych wierszy. Dawno nie było w polskiej poezji kogoś, kto operuje tak brutalnymi środkami. W jednym z wierszy ktoś gwałci papieża, inny to pełne seksualnej energii opowieści z obozu koncentracyjnego, w następnym wspomnienia o zmarłej babci zaprawione są fizjologicznym brutalizmem. Ale to się przecież nie dzieje bez przyczyny. To przecież nie tak, że Kwiatkowski epatuje brzydkimi obrazami i brudnymi wyrazami dla pustego efektu, dla pustej sławy (pomijając wszystko inne: kto dziś zdobywa sławę, pisząc poezję? To już nie te czasy, o których Kwiatkowski pisze w jednym ze swych utworów, gdy wiersze tworzone przez świeżo powracających z krwawych pól bitewnych pierwszej wojny światowej surrealistów, miały jeszcze szanse zmienić świat i zmienić życie swych autorów). Trudno mieć wątpliwości: nie chodzi o skandal, chodzi o podważanie wygodnych przekonań, uładzonych wizji i osadzonych na dobre sposobów patrzenia na świat. Chodzi o to, żeby wytrącać z ciepłego samozadowolenia i przekonania, że wszystko się już zrozumiało, że wszystko się wie i wszystko rozumie. I to się Kwiatkowskiemu rzeczywiście udaje. O te wiersze można się kłócić. Te wiersze dają do myślenia. Wywracają do góry nogami co najmniej kilka spraw, które wydawały się niepodważalne. Co więcej – na najprostszym poziomie ich odbioru, po prostu dobrze się je czyta. To wyraziste pod względem narracyjnym, bardzo epickie, jak na utwory poetyckie, opowieści z pełnokrwistymi bohaterami, a czasem wręcz – zaskakującymi zwrotami akcji. To historie, w których spod krwi, spienionej śliny i spermy, przebija nieco zawrotne poczucie humoru autora, które każe mu zapytać, czyje kompozycje grano za pomocą struny, na której właśnie powiesił się samobójca, które sprawia, że matka w kilkupiętrowo ironiczny sposób nazywa swoje dziecko „skurwysynem”. Jedno jest pewne: to nie są wiersze, które można ubrać w galowy strój i postawić jak paprotkę na oficjalnym zebraniu. To wiersze, które ściągną ze stolika zielone płótno, podrą je na strzępy, a z drobnych kawałków ułożą, jak niepełnosprawne dzieci w jednym z wierszy, „monstrualne genitalia”. I to jest w nich piękne. Przewrotnie piękne.

Przemysław Gulda

Recenzja dostępna również na stronie Gazety Wyborczej

FacebookTwitter