Skip to content

Recenzja na łamach Frazy

„Pabitel to u Hrabala opowiadacz niezwykłych, wciągających historii, które fascynują połączeniem codzienności życia i nieskrępowanej wyobraźni. Obie te przestrzenie przenikają się wzajemnie, zacierając wewnętrzne granice i współtworząc jeden na poły rzeczywisty świat. Mówiąc o „Hrabalowskim duchu” w literaturze ma się więc zwykle na myśli taki właśnie, częściowo surrealny, porządek swobodnej narracji, w której powszednie zamienia się w niezwykłe, z konkretnością sąsiaduje namiętność, a obok powagi wszystko przenika ironia. Przywołanie tego wzorca nie traktuję w tym miejscu jako ścisłej kategorii opisowej, ale tylko jako pewien typ odniesienia do świata zewnętrznego, o którym można powiedzieć, że jest Hrabalowski „z ducha”. W wierszach Grzegorza Kwiatkowskiego najbardziej interesujące wydaje mi się właśnie tego rodzaju przekraczanie rzeczywistości. Autor z lekkością wnika w sam środek życia, w rytm codzienności i zwykłych zdarzeń, wypełnionych głosami dobiegającymi z mieszkań, kamienic czy parków, by chwilę później odsłonić ich ukrytą stronę, zaskakującą pomieszaniem ironii i powagi. Przy okazji przetwarza echa literackich motywów i toposów, potrącając co raz o struny skojarzeń i reminiscencji, czy to z Mickiewicza, Schulza, Grochowiaka czy z Hrabala. Jego utwory to właściwie wyimki indywidualnych historii, mikronarracje, banalne i niezwykłe zarazem, wewnętrznie antynomiczne, pociągające i odpychające. Kryje się w nich jednak pragnienie docierania do samego sedna życia, nawet jeśli tajemnicą wieczności ma być „mieszanina ziemi śliny i leśnych ziół”. Rzeczywistość spotyka się w tych utworach z grą wyobraźni, w jakimś sensie ją inspiruje, otwiera. Ale ta surrealna busola nie przesłania świata, a raczej go dopełnia. Nie wiąże się też z plastycznym złagodzeniem opisu czy rezerwą. Wizja poety pozostaje mocno zarysowana, silna, nawet szorstka. Puenta przybija swoją bezwzględnością, prowokuje, budzi czujność. „Diter Diter niemądry chłopcze / na swój latawiec upolowałeś / płaczącą jaskółkę i jej pisklę” – czytamy w wierszu Uve, a w innym dostrzegamy na przykład utratę majestatu śmierci („a ty szary zmęczony i brzydki / wpadniesz pod rozpędzone auto”). Zresztą śmierć jest w tych wierszach stale obecna, dotyka bohaterów czy też pozostawia wokoło nich swoje ślady. Jest podskórnym motorem zdarzeń, najważniejszym układem odniesienia. Grzegorz Kwiatkowski wypracował swój własny styl pisania, świeży i niebanalny język, w którym „stapia” realność z poetyckim wyobrażeniem. Chętnie kryje się za postaciami, obdarzając je własną uwagą i posłuchem dla ich zwykłych-niezwykłych historii. Można obrazowo powiedzieć, iż trzyma szeroko otwarte okno na świat. To stamtąd płyną głosy, tam rozgrywa się to, co najciekawsze, piękne, brzydkie, wzniosłe, przyziemne, zawsze jednak intensywnie przeżywane. Poecie pozostaje więc „czyste obserwowanie”, pojmowane nie jako określona czynność, ale wręcz jako formuła lirycznego istnienia, kwintesencja relacji ze światem, kryjówka „ja”.”

Janusz Pasterski

FacebookTwitter