Skip to content

Recenzja Eine Kleine Todesmusik – Sabina Skowron

„Anonsowany wcześniej na stronach internetowych i w prasie literackiej tomik wierszy młodego gdańskiego poety, z podwójnym echem muzyki poważnej w tytule, ukazał się pod koniec lata 2009 roku w noworudzkim wydawnictwie „MAMIKO”. Twórca połączył w nim trzy swoje najważniejsze pasje życiowe: poezję, ukochanie muzyki i chęć komunikowania się z czytelnikami. Dwudziestopięcioletni artysta jest muzykiem i poetą, toteż liczne werbalne frazy jego tekstów często brzmią muzycznie. Składają się na to warsztatowe cechy tej poezji: rytm, refreny, powtórzenia i stosowana po mistrzowsku instrumentacja głoskowa. U tak młodego twórcy zadziwia w analizowanym tomiku wyraźnie przywoływany motyw śmierci. Artysta zapewne wychodzi z założenia, że nic co ludzkie, nie jest mu obce, a przecież śmierć, zamykając życie doczesne człowieka, dotknie kiedyś każdego z nas; jest więc elementem egzystencji jak najbardziej ludzkim. Geneza tytułu zbioru „Eine kleine Todesmusik” ma wyraźne podłoże muzyczne. Jego pierwsza część, zaczerpnięta z twórczości Mozarta, wiąże się z drugą: cięższą, inspirowaną kompozytorskim dorobkiem Franza Schuberta. „Mała śmiertelna muzyka” lub „Mała muzyka śmierci” jest, jak twierdzi autor w jednym z wywiadów, syntezą zwiewności Mozarta i pesymistycznego tematu śmierci obecnego w twórczości romantycznego austriackiego mistrza, na przykład w balladzie „Król elfów” i kwartecie smyczkowym d-moll, zwanym „Śmierć i dziewczyna”. W wierszach Grzegorza Kwiatkowskiego spoglądamy w różne oblicza śmierci. Najważniejszym jest niewątpliwie moment zamknięcia człowieczej ziemskiej wędrówki, drugie oblicze, to upadek moralny osoby ludzkiej, trzecie – to stopniowy rozkład istoty człowieczeństwa, to nieumiejętność budowania szczęśliwego, radosnego życia, to szerzenie brzydoty i zła. Diter Litwann, liryczny bohater pierwszej części zbioru, mówi do czytelnika już z drugiego brzegu Rubikonu: „dwie minuty później/w moim sercu/wybuchła bomba”. Zawał serca spowodował śmierć nagłą, której nie mógł przewidzieć czterdziestoletni mężczyzna. Inna twarz śmierci w tekście „Artur Schopenhauer” to desperacki czyn samobójczy, którego antytezę tworzą słowa skierowane przez zdecydowanego na ostateczne odejście nieszczęśliwego człowieka do syna: „trzeba żyć Arturze/trzeba żyć”.Kolejne oblicze śmierci, okrywające ludzkość hańbą, to problem holocaustu. Autor dotyka tego motywu w wierszach: „siły” i „takt”, przywołując grozę obozów koncentracyjnych oraz w etycznym dyskursie ze Zbigniewem Herbertem: „pan Cogito i litera Pisma”. Upadek moralny człowieka , obok trzech wymienionych wyżej tekstów, akcentują wiersze: „Lui”, „Marcel i Bruno”, „język”, „Bertche”. W zgodzie z tytułem tomik „Eine kleine Todesmusik” tchnie pesymizmem. Oto śmierć jest wszechwładna i wszechpotężna; człowiek zbyt słaby wobec Niej i wobec trudności życia. Turpizm zawartych w nim wierszy bardzo sugestywnie dowodzi, że w otaczającym nas świecie więcej jest zła niż dobra, więcej brzydoty niż piękna , a śmiertelna muzyka obezwładnia każdego dnia wiele istnień ludzkich.”

FacebookTwitter