Skip to content

Recenzja Osłabić – Dziennik Bałtycki

„Grzegorz Kwiatkowski, gdański poeta, autor trzech już książek poetyckich, w najnowszej, która wczoraj miała swoją premierę, sprowadza egzystencję do dwóch jedynie pewnych nawiasów: to, że się ktoś urodził, i to, że umrze. A pomiędzy nimi buzuje ocean, wręcz Rów Mariański niepewności, wyrażonej w najgłębiej pesymistycznym refrenie: „powinni się nie urodzić // powinniśmy się nie urodzić”. I do niewiary w sens życia. Tak przynajmniej się wydaje przy pierwszej, pospiesznej, powierzchownej lekturze.

W ogóle jednak wiary tu mało; wprawdzie mignie jakiś chrzest, zawiąże miłość w kościele, ale nie będzie to miłość do Boga; może nawet nie miłość, lecz pasożytnicza znajomość z dzieciobójczynią, kto wie?

Śmierć natomiast żyje w prawie każdym wierszu Grzegorza Kwiatkowskiego, członka – warto tu dodać – zespołu Trupa Trupa. Tako nam mówi o tym w autobiograficznym wierszu zatytułowanym „autor II” jego autor: „tak jest w istocie: // waszą istotą jest przede wszystkim śmierć”. Koniec wszystkiego. Wiary, że coś będzie potem, ani pół grama, choć przecież niejeden z bohaterów tych tanatologii pojawia się, np. w wierszu „obserwowanie”, pod postacią czysto duchową, widzialny po śmierci.

I tylko w końcu tomiku pojawi się parę rekwizytów wiary: ktoś kogoś pragnie nawracać, ktoś inny krzyże zdejmować ze ścian, jest nawet jeden wiersz zwrócony do Boga („Panie”) – z pretensjami zresztą:

Powiedziałeś nam Panie
Że karzesz nas pracą
Lecz lilia i ptak leśny
Nie są ciągle zatroskane
I nie przemęczają się
I nie dotyka ich twój gniew.

Ale marzeniem tutejszych ludzi jest, żeby „pozwolono im wiecznie trwać // żadnych myśli o Bogu i zmarłych” („Uwagi”). W jakimś mitycznym Morbio: ostatni wiersz całego tomiku brzmi: „morbio // wielki brak który nikomu nie doskwiera”. Ba!

Sęk w tym, że Morbio rzeczywiście istnieje, a nawet dwa. Górne i Dolne, w kantonie Ticino, na końcu szwajcarskiego „cycka”, wcinającego się w północne Włochy, z oficjalnym językiem włoskim. Morbio Inferiore (Dolne) słynie z cudami słynącej figurki Matki Boskiej z Dzieciątkiem, co zważywszy na motyw przewodni tomiku: sygnalizowany wierszami „urodzić” (I – III) hołd cierpieniom kobiet, naszych „fundatorek” (choć lepiej byłoby, gdybyśmy się byli nie urodzili), tysiącami, milionami gwałconych na całym świecie, stanowi niejaką przeciwwagę dla przygnębiającego motywu przewodniego.

Wiele tych wierszy nadaje się do śpiewania. Refreny, powtórzenia, zrównoważone rytmy o tym świadczą. Byłyby to wtedy zaangażowane songi: protest-songi, jak się mówiło za mojej młodości, czyli w latach 60. i 70., do których zresztą chętnie nawiązuje Trupa Trupa. Oddaniem hołdu, powtarzam, kobietom świata i światu kobiet, który one dźwigają w swoich łonach, kołyszą w swoich rękach, poją swoim mlekiem. Nasz świat, męski świat, który przychodzi do nich na gwałt. Tego problemu jeszcze żaden poeta tak jasno nie dostrzegł, tak wyraziście nie sformułował, nie uczynił osią swego świata poetyckiego.

Tyle, że trzeba to zauważyć. Spod wierzchniej warstwy poezji Kwiatkowskiego wydobyć głębszą. Spod maski twarz. Przeciwwagę skrytą, wstydliwą, nieoczywistą. Większość jego wierszy to jakby wrota ledwie zarysowane, szyfry lub korytarze prowadzące do innej rzeczywistości, do katakumb.
W „morbio” np., oprócz ujawnionego, jest jeszcze tajemne przejście do Hermanna Hessego, który osiadł był w tym samym kantonie w 1919 r., tam napisał swoje najważniejsze powieści: „Wilka stepowego”, „Narcyza i Złotoustego”, a przede wszystkim „Grę szklanych paciorków”, za którą to głównie dostał w 1946 r. Nobla; jedną z najważniejszych powieści XX wieku. Z całą pewnością Hesse jest jednym z najbliższych Kwiatkowskiemu pisarzy. Pojawił się tu motyw biblijny (cytowany), jest kilka (nienowych) tajemnych przejść do „Antologii ze Spoon River” Edgara Lee Mastersa; z pewnością to jeden z najważniejszych tomów poetyckich XX w. Takie są pokrewieństwa i ambicje literackie Grzegorza Kwiatkowskiego, który na pierwszy rzut oka wydaje się zwykłym kapelmistrzem formacji Trupa Trupa.

Jeśli teraz ktoś jeszcze mi powie, że nie słyszy w tych wierszach głosu Psalmisty („Z głębokości wołam do Ciebie, Panie” Ps 130, 1-2), jeśli choćby tylko zająknie się o nihilizmie Kwiatkowskiego, usłyszy ode mnie na odlew: jesteś baran!”

Tadeusz Skutnik

Recenzja do przeczytania również na stronie DB

FacebookTwitter