Skip to content

Recenzja Osłabić – Gazeta Wyborcza

„To już trzeci zbiór wierszy młodego gdańskiego poety, wydany w bardzo krótkim czasie. Kwiatkowski się śpieszy, ale to nie jest gonitwa bez celu, byle szybciej, byle mocniej, byle bardziej radykalnie i szokująco. Owszem, jego najnowsze wiersze są radykalne i szokujące, ale jednocześnie przemyślane, celne i poruszające. Drażnią i dają do myślenia dużo bardziej niż te z dwóch poprzednich tomów.

Głównym tematem nadal pozostaje zło, brud i brzydota świata, a ich przeważającą, wyzierającą z każdego wersu i obrazu cechą -wszechobecność i nieprzezwyciężalność śmierci. Wdziera się ona do stworzonego przez Kwiatkowskiego świata przez każdą szparę, przez uchyloną choć na kilka milimetrów okiennicę, przez wenflonową rurkę. W tym świecie Hobbesowska formuła, głosząca, że człowiek jest człowiekowi wilkiem, ulega dalszemu zaostrzeniu: w tym świecie są bowiem same wilki, człowieka już prawie nie ma. Zastępują go gwałciciele w mundurach, a choćby i bez mundurów, mordercy od serca (to wtedy, kiedy dokonują świadomej albo tylko odruchowej eutanazji), a najczęściej zupełnie bez serca, najróżniejsze potwory – w dużej mierze, albo wręcz kompletnie pozbawione jakichkolwiek uczuć. Swą brudną, zatrważającą wizję rzeczywistości buduje Kwiatkowski radykalizując do granic możliwości wszystkie stereotypy dotyczące świata: jeśli rzecz dzieje się w małym miasteczku, wiadomo, że wszystkie wydarzenia napędza tu wzajemna nienawiść wszystkich mieszkańców, jeśli eros ma się łączyć z thanatosem, to zawsze w formie plugawego, brutalnego gwałtu, jeśli pojawia się miłość, to co najwyżej skłonić może do tego, żeby przestać bić i upokarzać innych.

Taka perspektywa w spojrzeniu na rzeczywistość stawia Kwiatkowskiego w jednym rzędzie z ważnymi twórcami światowej kultury, pewnie poruszającymi się po jej obrzeżach. O ile wcześniejszy tom gdańskiego poety, „Eine Kleine Todesmusik” można było porównywać do filmów Tarantino, o tyle jego najnowsza poezja przypomina raczej wstrząsające obrazy Michaela Hanekego. Z pozoru w światach tworzonych przez Hanekego i Kwiatkowskiego wszystko dzieje się normalnie: powoli, spokojnie i łagodnie, z pozoru nie dzieje się nic złego, z pozoru nad głowami bohaterów majestatycznie kołyszą się czubki drzew, ale tak naprawdę zło jest gotowe do ostatecznego ataku, czai się za każdym rogiem, a u Kwiatkowskiego – za każdym słowem.

W sensie czysto formalnym autor nadal trzyma się wypracowanego już wcześniej modelu wiersza narracyjnego i epickiego. Jeszcze bardziej czyści natomiast swoje najnowsze utwory z jakichkolwiek ozdobników, czasem redukując werbalną stronę wiersza do kilku zaledwie słów, za to bardzo mocnych i rysujących w wyobraźni czytelnika wyraziste obrazy. Nowym zabiegiem, który Kwiatkowski zastosował z wielką skutecznością, jest refrenowe powtarzanie w kilku wierszach podobnych fraz, a przede wszystkim słów, które można uznać za credo całego tego zbioru, a może wręcz całej dotychczasowej twórczości młodego poety: „powinni się nie urodzić”.

Wbrew tytułowi ten zbiór jest o wiele mocniejszy od wcześniejszej twórczości Kwiatkowskiego, jest mocniejszy od czegokolwiek, co zrodziła ostatnio polska poezja.”

Przemysław Gulda, Gazeta Wyborcza

Recenzja do przeczytania również na stronie GW

FacebookTwitter