Skip to content

Michał Głowiński

List literaturoznawcy Michała Głowińskiego w debacie o książce Karl Heinz M.

Warszawa, 10 IX 20
Szanowny Panie Grzegorzu,
Zacznę od dwóch deklaracji. Po pierwsze, temat Zagłady jest mi bliski z różnych powodów, nie tylko literackich, ale przede wszystkim osobistych. Byłem w warszawskim getcie, a potem ukrywałem się (a dokładniej: ukrywano mnie) po aryjskiej stronie. Po drugie, w sporze wokół Pańskich wierszy jestem zdecydowanie i jednoznacznie po stronie mojego znakomitego kolegi, Piotra Mitznera, a także Pana. Jestem zdumiony tym, co o nich napisała pani Marta Tomczok. Jest ona profesorką Uniwersytetu Śląskiego, znam ją osobiście, znam jej prace, uważam ją za poważną badaczkę literatury mówiącej o Holokauście, tym większe moje zdziwienie jej osobliwymi wywodami. Wynikają one z podstawowego, trudnego zresztą do pojęcia, nieporozumienia: czyta ona Pana wiersze w ten sposób, jakby były one traktatami historycznymi, w których obowiązują inne rygory niż w literaturze w ogólności, zwłaszcza zaś w poezji. Tym bardziej to dziwi i irytuje, że ten punkt wyjścia sprawia, że pani Tomczok formułuje wobec Pana zarzuty typu moralnego moim zdaniem niczym nie uzasadnione – tak z powodu charakteru Pana utworów, jak konsekwencji w podejmowaniu tego tematu, nadanie mu nowej formy, drążenie go. Z mojego punktu widzenia powinny Pana spotykać same wyrazy wdzięczności – za konsekwencję, z jaką poświęca Pan swoje utwory losowi Żydów, oraz za głęboko osobisty ton, z jakim Pan to robi. A jeśli chodzi o różnice między pisaniem literackim a pisaniem historycznym, których pani profesor Tomczok nie uznaje, to rzecz można sprowadzić do absurdu i kierować zarzuty pod adresem poety o nazwisku Adam Mickiewicz: pisząc o śmierci Emilii Plater nie trzymał się on rygorystycznie faktów, a w „Reducie Ordona” uśmiercił bohatera mimo że on zmarł kilkadziesiąt lat po napisaniu tego utworu.
Z Pana poezją stykam się obecnie po raz pierwszy, przynajmniej w tak rozległym wymiarze (przed nadejściem Pana przesyłki, otrzymałem od kogoś z Brwinowa przesyłkę, zawierającą cztery Pana zbiory; nie było listu, w którym wyjaśnionoby, o co chodzi). Przypomniałem sobie, że przed kilku laty Jacek Bocheński opowiadał mi o młodym zdolnym poecie, który pisze wiersze głównie upamiętniające Zagładę, nie zapamiętałem jego nazwiska; czy pełne aprobaty słowa Jacka Bocheńskiego odnosiły się do Pana? O Zagładzie powstało w Polsce sporo wierszy, są wśród nich utwory poetów, którzy są już obecnie klasykami. Moją uwagę zwróciło to, że Panu udało się w tej dziedzinie znaleźć nową formę; myślę tu zarówno o odwołaniach do Mastersa, jak zwrot do form epigramatycznych. Uważam, że jest to duży Pana sukces. Literatura dotycząca Zagłady wciąż ewoluuje, w jej sferze możliwe jest obecnie to, co jeszcze niedawno było absolutnie niemożliwe (myślę tu przede wszystkim o narracjach kontrfaktycznych typu powieści Andrzeja Barta „Fabryka muchołapek”; rzecz inna, że łączy się z takimi narracjami ryzyko różnego rodzaju).
Na koniec pośpieszę z radą: niech się Pan nie przejmuje negatywnymi opiniami i robi swoje. I bierze z nich jedynie to, co na pozytywne potraktowanie zasługuje.
Łączę najlepsze pozdrowienia
Michał Głowiński

FacebookTwitter